Przełomowe prognozy ONZ na Światowy Dzień Ludności: spadek dzietności na świecie, demograficzne załamanie w Europie Wschodniej i prognozy, które mogą całkowicie zmienić plany globalnych gospodarek – demografowie ONZ studzą emocje związane z przeludnieniem Ziemi.

Liczba ludności na Ziemi wciąż rośnie, ale tempo tego procesu z roku na rok wyraźnie spada. Z okazji obchodzonego właśnie Światowego Dnia Ludności, Wydział Ludności ONZ opublikował najnowsze analizy demograficzne. Wynika z nich jednoznaczny wniosek: era niekontrolowanego, gwałtownego przyrostu mieszkańców naszej planety powoli dobiega końca, a w drugiej połowie XXI wieku czeka nas wielkie globalne tąpnięcie.
Choć wizja świata liczącego kilkanaście miliardów ludzi rozpalała wyobraźnię publicystów, rzeczywistość ukształtowana przez współczesne trendy społeczne maluje zupełnie inny scenariusz.
Kiedy osiągniemy demograficzny szczyt?
Oficjalne kalkulacje ONZ, oparte na tzw. średnim scenariuszu (zakładającym umiarkowaną dzietność), przewidują, że:
- W 2061 roku populacja Ziemi po raz pierwszy przekroczy granicę 10 miliardów,
- Maksymalny punkt zwrotny osiągniemy około 2084 roku, kiedy na świecie będzie żyło ok. 10,3 miliarda ludzi.
Po tej dacie wykres po raz pierwszy w nowoczesnej historii zacznie nieznacznie, ale systematycznie opadać. Co ciekawe, jeśli globalny wskaźnik urodzeń spadnie mocniej, trend może odwrócić się już na początku lat 60. XXI wieku, a pod koniec stulecia liczba ludności spadnie do poziomu około 9 miliardów.
Jeszcze dalej idą niezależni naukowcy. W głośnym i szeroko cytowanym artykule medycznym na łamach magazynu The Lancet badacze wskazują, że przy szybkim rozwoju globalnym i niskiej dzietności, w 2100 roku populacja świata może wynieść 8,8 miliarda, a w skrajnym scenariuszu spaść nawet do 6,3 miliarda (czyli poziomu mniejszego niż na przełomie wieków!).
Skąd wziął się miliardowy skok?
Dla przypomnienia: 15 listopada 2022 roku ludność świata oficjalnie przekroczyła barierę 8 miliardów – to ponad trzykrotnie więcej niż w 1950 roku.
Ten gigantyczny, historyczny skok był bezpośrednim efektem gigantycznego postępu cywilizacyjnego. Sukcesywna poprawa opieki zdrowotnej, lepszy dostęp do medycyny i szczepień, wyższy poziom higieny osobistej oraz stabilniejsze żywienie drastycznie wydłużyły oczekiwaną długość życia. Równolegle przez dekady utrzymywał się wysoki i stabilny wskaźnik urodzeń w azjatyckich potęgach, takich jak Chiny i Indie.
➔ PRZECZYTAJ TAKŻE: Tak, na świecie jest więcej telefonów niż ludzi!
Dwa bieguny demografii: Afryka kontra Europa Wschodnia
Obecna mapa demograficzna świata jest skrajnie podzielona, a tempo zmian zależy od regionu:
- Biegun wzrostu: Liderem pod względem generowania największej liczby ludności na świecie pozostają obecnie Indie. Z kolei najwyższym wskaźnikiem dzietności na jedną kobietę mogą pochwalić się kraje afrykańskie, na czele z Somalią, Czadem oraz Republiką Środkowafrykańską.
- Biegun spadku: Na drugim końcu zestawienia znajdują się państwa Europy Wschodniej i Południowo-Wschodniej. To właśnie nasz region zmaga się z najszybszym wyludnianiem. Wynika to z nakładających się na siebie dwóch zjawisk: bardzo niskiego wskaźnika urodzeń oraz wysokiej fali emigracji zarobkowej do lepiej rozwiniętych państw Europy Zachodniej.
Światowy Dzień Ludności to doskonały moment, by uświadomić sobie, że wyzwania przyszłości nie będą kręcić się wokół braku miejsca na Ziemi, ale wokół problemu drastycznie starzejących się społeczeństw i kurczącego się rynku pracy.
➔ Obserwuj nas w Google News, aby być na bieżąco!
źródło: Statista