Ruch w internecie w 2025 roku podwoił się w zaledwie 5 lat!

Również zauważyliście, że z roku na rok zużywacie coraz więcej gigabajtów, czy Wasz licznik transferu od dłuższego czasu stoi w miejscu?


Chmury obliczeniowe, streaming w ultrawysokiej rozdzielczości, praca zdalna, a ostatnio także rewolucja sztucznej inteligencji – nasze cyfrowe nawyki rosną w zastraszającym tempie. Jak wynika z najnowszych danych Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU), opublikowanych przez serwis Statista, światowy ruch w internecie wzrósł ponad dwukrotnie w latach 2020–2025. Dane te pokazują gigantyczną presję, z jaką musi mierzyć się współczesna infrastruktura sieciowa.

Świat stoi na kablu, czyli dominacja sieci stacjonarnych

Choć mogłoby się wydawać, że smartfony i wszechobecny bezprzewodowy internet mobilny zdominowały naszą codzienność, statystyki ITU bezlitośnie weryfikują ten mit. To sieci stacjonarne (zarówno tradycyjne linie miedziane, jak i nowoczesne światłowody) wciąż dźwigają na swoich barkach lwią część globalnego przesyłu danych.

Rodzaj sieciRuch w 2020 rokuRuch w 2025 rokuSkala wzrostu
🌐 Internet stacjonarnyok. 3 100 eksabajtówok. 7 300 eksabajtów+135%
📱 Internet mobilnyok. 560 eksabajtówok. 1 500 eksabajtów+167%

Choć internet komórkowy rośnie procentowo nieco szybciej, to w liczbach bezwzględnych tradycyjne routery domowe i firmowe przesyłają blisko pięciokrotnie więcej danych niż stacje bazowe telefonii komórkowej (LTE/5G).

Czym w ogóle jest eksabajt? Aby uzmysłowić sobie skalę: jeden eksabajt (EB) to równowartość miliarda gigabajtów (GB). ITU przelicza, że 1 eksabajt danych to w przybliżeniu łączna przestrzeń dyskowa około 8 milionów smartfonów w wersji ze 128 GB pamięci na pokładzie. Przesył rzędu 7300 eksabajtów rocznie w samych sieciach stacjonarnych po prostu wymyka się ludzkiej wyobraźni.

➔ CZYTAJ TEŻ: Ericsson: 3-krotny wzrost globalnego ruchu mobilnego do 2030 roku

Azja-Pacyfik globalnym motorem napędowym

Analizując geograficzny podział zużycia danych, jeden region zostawia resztę stawki daleko w tyle. Kraje z obszaru Azji i Pacyfiku odpowiadają za od 50 do 60 procent globalnego ruchu w internecie.

W ciągu pięciu lat ruch w azjatyckich sieciach stacjonarnych zwiększył się ponad dwukrotnie, a w samych sieciach mobilnych przekroczył barierę 900 eksabajtów. Tak ogromne wyniki to efekt nie tylko gigantycznej liczby ludności (Chiny, Indie, Indonezja), ale też błyskawicznej cyfryzacji tamtejszych społeczeństw i powszechności mobilnych systemów płatniczych oraz rozrywkowych.

Na kolejnych stopniach podium (pod względem czystego wolumenu danych) stabilnie utrzymują się odpowiednio obie Ameryki oraz Europa.

Cyfrowy skok Afryki i Krajów Arabskich

Choć rynki zachodnie oraz azjatyckie generują najwięcej danych, to najwyższe wskaźniki dynamiki wzrostu (w ujęciu względnym) odnotowano w Afryce oraz w Państwach Arabskich.

Wynika to bezpośrednio z faktu, że kraje te nadrabiają zaległości infrastrukturalne. Masowa budowa stacji bazowych, upowszechnienie tanich smartfonów oraz spadające ceny pakietów danych sprawiają, że miliony ludzi w tych regionach po raz pierwszy zyskują stabilny dostęp do sieci, natychmiast stając się aktywnymi konsumentami cyfrowych treści.

Przekroczenie bariery kilku tysięcy eksabajtów rocznie jasno pokazuje, że internet stał się dla ludzkości tak samo kluczową infrastrukturą krytyczną, jak sieci energetyczne czy wodociągi. Ten gigantyczny skok zużycia danych w latach 2020–2025 nakłada ogromną odpowiedzialność na operatorów. Utrzymanie stabilności serwerów przy tak potężnym obciążeniu wymaga miliardowych inwestycji w światłowody i centra danych, które na dodatek zużywają potężne ilości prądu. Pytanie, gdzie leży granica tej konsumpcji, zwłaszcza teraz, gdy algorytmy AI generujące wideo w czasie rzeczywistym zaczynają na dobre rozgaszczać się w naszych domach.

➔ Obserwuj nas w Google News, aby być na bieżąco!

źródło: Statista