Czy ustatkowana, elektryczna limuzyna z genami Apple’a to wciąż „prawdziwe” Ferrari, czy marka niebezpiecznie skręca w stronę bezdusznych gadżetów dla miliarderów?

Tego nikt nie miał na swojej zakupowej liście życzeń na 2026 rok. Ferrari, ikona ryczących silników V12 i bezkompromisowych supersamochodów, właśnie zaprezentowało swój pierwszy, w pełni elektryczny model. Poznajcie Ferrari Luce. Zamiast agresywnego, dwuosobowego bolidu, Włosi stworzyli potężnego, niezwykle luksusowego i… zaskakująco praktycznego 5-miejscowego sedana. Cena? Bagatela, około 640 000 dolarów na start.
Za projekt tego nietypowego pojazdu odpowiada studio LoveFrom, założone przez legendę designu sir Jony’ego Ive’a (człowieka, który zaprojektował dla Apple iPoda, iPhone’a i iMaca) oraz Marca Newsona. Obaj projektanci są zapalonymi kolekcjonerami Ferrari, a nad tym projektem współpracowali w ścisłej tajemnicy z Maranello przez ostatnie pięć lat.
Efekt? Samochód, który wygląda bardziej jak luksusowy produkt industrialny niż tradycyjne, drapieżne auto sportowe.
Aerodynamika rodem z Apple, tył rodem z legendarnego F40
Sylwetka Luce z pewnością podzieli fanów marki. Z przodu znajdziemy smukłe światła do jazdy dziennej, mocno opadającą maskę oraz potężny splitter. Zamiast klasycznego grilla zastosowano system pionowych żaluzji, które otwierają się, gdy podzespoły wymagają chłodzenia, lub zamykają, by zmniejszyć opór powietrza.

Profil auta zdominowany jest przez ogromne koła (23 cale z przodu, 24 z tyłu), chowane klamki oraz drzwi otwierane przeciwstawnie (brak słupka B), które odsłaniają zaskakująco przestronną kabinę.
Z kolei tył pojazdu to czysta nostalgia – podwójne okrągłe reflektory są bezpośrednim, genialnym nawiązaniem do kultowego superauta z lat 80., czyli Ferrari F40. Całość wieńczy gigantyczny, przeszklony dach panoramiczny.

Wnętrze wbrew modzie: Guziki, pokrętła i czysta mechanika
W czasach, gdy producenci aut (w tym Tesla czy Mercedes) wciskają na deski rozdzielcze gigantyczne ekrany dotykowe i likwidują fizyczne przyciski, LoveFrom poszło pod prąd. Wnętrze Luce to pochwała analogowości i zmysłu dotyku.
- Prawdziwy metal i skóra: Każde pokrętło, przełącznik trybów jazdy czy kultowy selektor na kierownicy (inspirowanej bolidami F1) zostały wycięte z litego metalu i wykończone najwyższej jakości skórą lub Alcantrą.
- Odrobina dramatyzmu: Aby „odpalić” samochód, musisz fizycznie wsunąć pilot (kluczyk) w specjalny, podświetlany slot na konsoli centralnej.
- Cyfrowo-analogowe zegary: Okrągłe tarcze przed kierowcą wyglądają jak klasyczne wskaźniki, ale w rzeczywistości to ekrany, które subtelnie zmieniają grafikę w zależności od trybu jazdy.
- Obracany ekran: Centralny wyświetlacz multimedialny (obsługujący Apple CarPlay) można fizycznie obrócić w stronę kierowcy lub pasażera. Co ciekawe, w jego prawym górnym rogu wkomponowano analogowy zegarek pełniący też funkcję stoperu. Temperatura i ogrzewanie foteli sterowane są pięknymi, fizycznymi przełącznikami u dołu ekranu.

Potwór w garniturze: Ponad 1000 koni mechanicznych
Choć Luce wygląda potulnie i pomieści na tylnej kanapie trójkę dorosłych pasażerów, pod maską (a raczej pod podłogą) to wciąż rasowe Ferrari.
Za napęd odpowiadają cztery silniki elektryczne (pochodne z technologii kosmicznego modelu F80), zaprojektowane i zbudowane w całości przez Ferrari w Maranello. Generują one potworną moc 1035 KM oraz 990 Nm momentu obrotowego.

Napęd na cztery koła w połączeniu z akumulatorem o pojemności 122 kWh (opartym na szybkiej architekturze 800V) pozwala tej ważącej 2300 kg limuzynie wystrzelić od 0 do 100 km/h w zaledwie 2,5 sekundy! Włosi zapewniają, że dzięki zaawansowanym systemom, które analizują i korygują zachowanie każdego koła niezależnie aż 500 razy na sekundę, kierowca ma wrażenie, że auto jest lżejsze o pół tony. Przy spokojnej, cywilnej jeździe zasięg auta wynosi do 529 km na jednym ładowaniu.
Uzupełnieniem luksusu jest 21-głośnikowy system audio o mocy aż 3000 W oraz aktywne zawieszenie pneumatyczne.
Stworzenie 5-osobowego, elektrycznego sedana przez markę tak ortodoksyjną jak Ferrari to absolutny kamień milowy w historii motoryzacji. Fani puryzmu z pewnością będą krzyczeć o bezczeszczeniu tradycji, ale Maranello musiało wykonać ten krok. Zaangażowanie Jony’ego Ive’a zaowocowało wnętrzem, które zachwyca powrotem do fizycznych detali – i za to należą się ogromne brawa, bo ekrany dotykowe w autach premium stały się po prostu nudne. To luksusowy gadżet ery cyfrowej, który na torze bez problemu zawstydzi większość współczesnych hypercarów.

Oficjalny konfigurator modelu Luce ruszył już na stronie Ferrari. Jeśli macie wolne 45 minut, na kanale Cleo Abram w serwisie YouTube pojawił się właśnie genialny wywiad z twórcami z LoveFrom, pokazujący kulisy powstawania tego niezwykłego projektu.
➔ Obserwuj nas w Google News, aby być na bieżąco!
źródło: Ferrari | New Atlas